Przez całe dnie Angie łaziła za mną i patrzyła się na mnie. Miałem już tego po dziurki w nosie! Śledziła mnie, wtedy się odwróciłem. Byliśmy nad wodospadem.
- Angie, wiem, że mnie śledzisz! - warknąłem uderzając w gałąź łapą i odsłaniając ją.
- O! Witaj Ranger! - próbowała się wykręcić.
- Nie wykręcisz się! O co ci chodzi?! Ciągle za mną łazisz! - warknąłem idąc w jej stronę.
- Nie, nie, to nie tak jak myślisz.. - powiedziała cofając się.
- Zrozum to wreszcie.. - zacząłem, a ona patrzyła na mnie przerażona nadal się cofając - Ja nic do ciebie nie czuję! - warknąłem, w tym momencie łapa obsunęła jej się i wisiała nad przepaścią.
Zawyła głośno.
- Zrozum to wreszcie... - warknąłem odwracając się i odchodząc.
- Ranger! Pomóż mi! - jęknęła przerażona.
- Tym razem poradź sobie sama, Piracka Wilczyco. - powiedziałem i odbiegłem.
Zostawiłem ją samą. Nie dawała sobie rady. Szedłem lasem, nagle uczułem ból brzucha. Pojawił się mój dajmon... (taki patron)
- Ranger! Ona tam zginie! - warknął.
- Trudno. Mam jej dość.
- Musisz jej pomóc... Jeśli jesteś prawdziwym Pirackim Wilkiem.. - powiedział kpiąco.
Rozwścieczyłem się.
- Jestem nim! - warknąłem skacząc na niego i przygwożdżając go do ziemi. Zdusiłem mu szyję łapą. - I dobrze o tym wiesz.. - warknąłem.
- No to idź i to mi udowodnij! - wysapał w dusznościach.
- Dobra, niech ci będzie! - warknąłem i skoczyłem ku wodospadowi.
Dajmon zniknął. Dobiegłem do wodospadu. Angie nadal się go trzymała, ale już tylko jedna łapą. Gdy kawałek ziemi odpadł, w ostatniej chwili złapałem ją za łapę.
- Ra-Ranger...? - zapytała zdziwiona.
- Tak... - fuknąłem i wciągnąłem ją do góry.
Patrzyła mi w oczy, a ja odwróciłem wzrok.
- Angie, zrozum, że ja do ciebie nic nie czuję, nic a nic. - burknąłem.
- Ja, Ranger... - powiedziała załamanym głosem.
- Nie obchodzi mnie to. Nie byliśmy razem, nie jesteśmy i nigdy nie będziemy. - warknąłem jej prosto w twarz.
Zobaczyłem, że ma łzy w oczach. Powiedziałem jej wreszcie całą prawdę...
- To cała prawda, i myślę, że przyjmiesz to do siebie i przestaniesz mnie nachodzić i szpiegować. - warknąłem, odwróciłem się i odszedłem.
Stała tam jeszcze długo. Leżałem w jaskini i zobaczyłem, jak ona wchodzi do swojej. Położyła się i zasnęła. Też byłem zmęczony i poszedłem spać...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz