- Tak, wiem gdzie można przenocować. W mojej Watasze. - uśmiechnąłem się.
- Serio pozwolisz mi zostać na noc? - ucieszyła się.
- Nie, nie. Możesz zostać tu na zawsze. - uśmiechnąłem się ponownie.
- Serio? Dzięki. - uśmiechnęła się.
- Chodź. - szliśmy w śniegu, wiał silny wiatr.
Amber potknęła się, a ja złapałem ją za łapę, przyciągając ją do siebie. Popatrzeliśmy sobie w oczy. Moje serce zaczęło bić mocniej.
- Trzymaj się mnie.. - powiedziałem zdziwiony sytuacją.
Szliśmy trzymając się za łapy, aż dotarliśmy do jaskini. Otrzepała się ze śniegu, ja też.
- Ale tu ciepło.. - rozejrzała się dokoła.
- To dlatego, że jesteśmy głęboko, a wejście zasłaniam liśćmi. - powiedziałem ciągnąc za sznurek i zasłaniając wyjście.
- Jestem strasznie zmęczona... - ziewnęła.
- Śpij. - zapomniałem się i przytuliłem ją, zaraz potem odskoczyłem. - Wybacz... - powiedziałem szybko.
- Nic się nie stało... - powiedziała z uśmiechem.
- Nie, nie... Stało się... Bo ja... - przerwałem - Amber, to zabrzmi dziwnie, ale... Kocham cię... - wyszeptałem spuszczając głowę.
Amber dokończ.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz